Rozważania

Abyś przyjął i pobłogosławił te dary

Haec? - o jakie dary chodzi? Czy je pojmuję? Co człowiek ma do dania? Wszystko człowiekowi dano - co człowiek może dać? Tam, gdzie Bóg daje siebie, cóż można dać więcej? Co "dołożyć"? Wszystko włączyć w ten Boży porządek - siebie całego. To, co kapłan sprawuje w imię Chrystusa, to jakieś tajemnicze powtórzenie. Co może człowiek? Jakie dona ja mogę dać Bogu? Błagając, żeby raczył przyjąć i pobłogosławić? To, co On mi dał? To, czego nie potrafię, co mi nie wychodzi? Mój dzień pełen i niepełny równocześnie? I przeciwnie, to co mi wyszło, co mi się udało? Moje myśli? Moje potknięcia i niepewności? Moją walkę ze mną samą? Zwykle podczas Mszy św. staram się to wszystko zaadresować do Boga - oddaję całą moją nieudolność, oddaję wszystko, co trudne, niewiadome i przekraczające mnie. Oddać wszystko po to, żeby Bóg pobłogosławił. Wydaje się to proste, a jakaż w tym głębia treści, że Bóg sam daje człowiekowi wszystko i zarazem daje "drogi oddania", daje mi to, że mi daje, i to, że ja mogę dać! I nawet Bóg zostawia człowiekowi to przekonanie, że my dajemy. Dając, sam zostawia nam radość dawania, z której rodzi się jakaś "zasługa". Bóg zostawia człowiekowi, jakby człowiek istotnie mógł coś Bogu dać!

Wanda Półtawska, Beskidzkie rekolekcje, str. 160

 

Staram się "więcej być"

"Pomiędzy ewangelizacją i promocją ludzką, czyli rozwojem i wyzwoleniem, istnieją głębokie więzi". Świadczenie o Chrystusowej miłości poprzez dzieła sprawiedliwości, pokój i rozwój należy do ewangelizacji, - i zaskakujące dla mnie wytłumaczenie tak rozumianej ewangelizacji - ponieważ Jezus Chrystus, który nas miłuje, ma w sercu całego człowieka! Z tego wynika, że rozwój człowieka należy do misyjnego wymiaru Kościoła i jest jego powołaniem! Dzisiaj świadczę o Jezusie poprzez troskę o rozwój człowieka, zwłaszcza tego młodego, z którym żyję pod jednym dachem. Zdaję sobie sprawę, że czasami jestem zbyt wymagający dla moich podopiecznych, ale nie zostawiam ich samych z tymi wymaganiami. Staram się im towarzyszyć swoją radą i obecnością. Najwięcej można zdziałać poprzez obecność i to nie jakąś niezwykłą obecność, ale tą prostą, codzienną, przenikniętą miłością i dyspozycyjnością. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek przejmuje mnie służba jednostkom. Widzę wspólnotę, ale też widzę pojedynczego człowieka w tej wspólnocie. Na działalność misyjną składa się ewangelizacja i humanizacja. Świadczenie o Jezusie realizuję poprzez prowadzenie ludzi do Boga i wychowywanie ich do pięknego człowieczeństwa. Każdego dnia staram się podporządkowywać temu zadaniu swoje słowa i działania. Przekonałem się, że świadectwo oparte wyłącznie na słowach jest ułomne, niepełne. Dla bycia świadkiem Jezusa niezbędne są czyny! Zależy mi, żeby w pełni utożsamiać się ze swoimi słowami i działaniami. Na tej drodze staram się "więcej być"! W Kazachstanie uczę się być księdzem, wierzącym księdzem!

 

Dlaczego ukrywać przed Bogiem to, co i tak należy do Niego i jest Jego?

Pan z wami, bracia! Bracia, czy mnie słyszycie?

Moją małą trzódką nie jest jedynie ta patena i ten kielich z winem, ale ty, cały ty, jesteś moją małą trzódką, którą chciałbym zawrzeć i podnieść w moich dłoniach (…).

Za chwilę będą nieść obok ciebie koszyk ofiarny: czy nie masz do ofiarowania niczego więcej jak tylko ten maleńki grosik? (…)

Nic innego do otwarcia jak tylko twoja portmonetka? Czy nie ma tutaj nikogo, kto cierpi? (…). Czy nie ma pośród nas ludzi smutnych? Naprawdę, nie ma takich? Żadnego grzesznego, żadnego cierpiącego? Żadnej matki, która straciła swoje dziecko? Żadnego upadłego nie z własnej winy? Żadnego kapłana, zakonnika czy zakonnicy, upadłych nie z własnej winy albo też z własnej? Żadnej dziewczyny porzuconej przez narzeczonego, ponieważ brat zniszczył jej wiano? Żadnego chorego, na którego lekarz wydał wyrok i który nie ma już żadnej nadziei? Dlaczego ukrywać przed Bogiem to, co i tak należy do Niego i jest Jego? Wasze łzy i wasza wiara, a także wasza krew mieszają się z Jego Krwią w kielichu! Razem z winem i wodą jest to przedmiot Jego ofiary! To jest to, co razem z Nim zbawia świat; to jest to, czego On pragnie i łaknie; tych łez, które jak monety wrzucane są do wody (…). Czy nie słyszycie, jak zwraca się do was w podtekście i mówi: Praebe mihi cor tuum. Synu, daj mi swoje serce.

Paul Claudel

 

Moim powołaniem jest miłość

Zrozumiałam, że Kościół posiada serce i że to Serce płonie miłością, że jedynie Miłość pobudza członki Kościoła do działania i gdyby przypadkiem zabrakło Miłości, Apostołowie przestaliby głosić Ewangelię, Męczennicy nie chcieliby przelewać swojej krwi… Zrozumiałam, że miłość zamyka w sobie wszystkie powołania, że miłość jest wszystkim, obejmuje wszystkie czasy i wszystkie miejsca… jednym słowem - jest wieczna! Zatem, uniesiona szałem radości, zawołałam: O Jezu, Miłości moja… nareszcie znalazłam moje powołanie, moim powołaniem jest miłość! Tak, znalazłam swoje miejsce w Kościele, a to miejsce, mój Boże, Ty sam mi ofiarowałeś… W sercu Kościoła, mojej Matki, będę Miłością… w ten sposób będę wszystkim i moje marzenie zostanie spełnione!!!

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus

 

Wysłał ich po dwóch

Pewnie nie wpadłbym na to, gdyby nie homilia św. Grzegorza Wielkiego w czytaniach Liturgii Godzin. Czytałem te teksty dosyć dawno, bo w sobotę 27 tygodnia okresu zwykłego i w święto ewangelisty Łukasza. Ciągle chodziła myśl, żeby wrócić do tych tekstów. Już wiem, dlaczego miałem jeszcze raz je przeczytać. Są po Bożej i mojej linii. Dlaczego Pan wysyłał po dwóch? „Aby delikatnie nam uzmysłowić, iż ten, kto nie ma miłości bliźniego, żadną miarą nie powinien podejmować się obowiązku przepowiadania”. To zdanie staje się kluczem do zrozumienia kolejnych fragmentów: „Proście Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje”. Niewielu robotników na tak wielkie żniwo! Nie potrafimy mówić bez głębokiego smutku, że chociaż są tacy, którzy słuchaliby słów dobrych, to jednak brak takich, którzy by je głosili. Świat pełen jest kapłanów, ale na żniwie Pana bardzo rzadko widać robotnika. „Urząd bowiem kapłański przyjęliśmy, ale zadania, które do niego należą, nie wypełniamy”. „Zatrzymujemy godność, a pomijamy zobowiązania godności. Ci, którzy zostali nam powierzeni, opuszczają Boga, a my milczymy; pogrążyli się w nieprawościach, a my nie wyciągamy mocnej ręki. Lecz jakże potrafimy poprawiać innych, skoro zaniedbujemy siebie?” Pewne jest dla to, że w Kazachstanie powróciłem do uważnego czytania. Sam nie wiem, czy to ze względu na ukryte pragnienie języka polskiego, czy bardziej świadome przeżywanie stanu kapłańskiego? Mam nadzieję, że podarowana świadomość bycia kochanym zaowocuje większą miłością do tych, którym będę przepowiadał Boga.

 

Aktywność kapłańska?

Niech się zastanowią ci, których pożera gorączka działalności i którzy myślą świat wypełnić swym przepowiadaniem i dziełami zewnętrznymi, że o wiele więcej pożytku przynieśliby Kościołowi i o wiele milsi byliby Bogu, gdyby połowę tego czasu poświęcili na modlitwę i przestawanie z Bogiem, chociażby nie doszli do tak wysokiego stanu jak dusza, o której mówimy. W takim przestawaniu z Bogiem o wiele skuteczniej i z mniejszym trudem dokonaliby dobra jednym czynem niż tysiącem, a to dla zasługi modlitwy i energii duchowej w niej zdobytej. Inaczej bowiem wszystko jest jak uderzanie młota czasem z małym albo żadnym skutkiem, a czasem nawet ze szkodą. Niech nas Bóg strzeże przed zwietrzeniem soli (Mt 5,13). Bo choćby się wydawało zewnętrznie, że człowiek coś czyni, w istocie będzie to niczym. Jest bowiem prawdą, że dobre czyny dokonują się jedynie przez moc Bożą.

Św. Jan od Krzyża

 

Stare kobiety w kościele

Poniższy tekst dedukuję wszystkim młodym duchem ludziom. Mam szczególnie na myśli niewiasty z parafii św. Rodziny w Tychach, mojej pierwszej miłości

Młodzi mają tyle na głowie chociażby włosów
Poza tym szkołę miłość i konflikt pokoleń
Stare kobiety mają przede wszystkim choroby i wnuki
A ponadto mają na sercu kościół

Stare kobiety lubią być w kościele
Są najwierniejszą publicznością Pana Boga
Nie od święta ale na co dzień
Stare panny i samotne wdowy
Przychodzą rano w południe wieczorem

Klęczą ślęczą w półmroku cierpliwe
Tyle się naczekały w życiu
Na życie na koniec którejś wojny na szczęście
Na dzieci ze szkoły na męża z pracy albo z knajpy
One wiedzą że miłość to czekanie

One czuwają panny wierne
W niemodnych kapeluszach gubiąc zniszczone torebki
Świat widzi tylko staruszki siedzące w kościele
Czasem proboszcz ofuknie je z konfesjonału
Nawet wikary nie ma dla nich czasu

Tylko Jezus, który jest wiecznie młodzieńcem
Widzi w nich ciągle swoje narzeczone
Widzi w nich zawsze tę piękne dziewczyny
Które w czerwcowe wieczory stroiły w klonowe wieńce w peonie i jaśminy
Girlandy i wstążki feretrony na Boże Ciało na procesję

Janusz St. Pasierb

 

Wytrwać w powołaniu

Mnie też nieraz pytano, jak udało mi się wytrwać w powołaniu? Odpowiadam zawsze, że miałem wiele pracy, ale nigdy nie zajmowałem się rzeczami niepotrzebnymi. Nie odwiedzałem ludzi bez potrzeby, nie wdawałem się w biadolenia. Raczej byłem nastawiony na to, że muszę głosić ludziom Boże Słowo w porę i nie w porę, całymi dniami nie wychodziłem z konfesjonału, nie miałem czasu nawet przebrać się z przepoconej sutanny. I w tym wszystkim Bóg obdarzył mnie taką radością, jaka chyba tylko może być w niebie. Doświadczyłem tego, że jeśli człowiek odda się Bogu bez reszty, to jest z tego wielkie dobro. Trzeba naprawdę siać Boże ziarna, a nie tylko mówić, że trzeba siać. I trzeba ufać, że Bóg to zasiane ziarno doprowadzi do urodzaju. Trzeba też w pocie czoła podlewać i jeszcze mieć odwagę pozwolić, żeby ktoś inny zebrał plony. To jest siła, to jest wiara!

Jan Paweł Lenga, biskup z Karagandy

 

Do kapłanów

Mało się dziś spotyka takich żarliwych, rozmodlonych kapłanów, o jakich mówi historia. Księża muszą zmienić swoją mentalność, muszą bardziej wychodzić do ludzi, muszą ich szukać i przyprowadzać do Kościoła, sami też muszą być świętymi, muszą modlić się z ludźmi, spowiadać ich, nauczać w porę i w nie w porę, jak pisze Apostoł Paweł do Tymoteusza. Nie wystarczy grać z dziećmi w piłkę. Kapłan musi być naprawdę Bożym człowiekiem, musi być ojcem, musi dawać ludziom życie Boże, nie może bać się iść za Panem, rozbić to, czego Pan od niego oczekuje. Bo jeśli ksiądz zacznie stronić od ludzi albo nie do końca wypełniać swoje kapłańskie obowiązki, jeśli gdzieś sam zatraci gorliwość modlitwie, ludzie od razu to wyczują i powstanie pustka, której nie da się zapełnić. Ludzie będą żyć swoim życiem, a kapłan swoim nie znajdą wspólnego języka. Daj Boże, aby było u nas więcej świętych kapłanów. Parafia będzie miała przyszłość, jeśli jej duszpasterz będzie oddany ludziom i Bogu. Bo ludzie potrzebują Boga i mają otwarte serca na to, aby Go szukać i Nim żyć.

Jan Paweł Lenga, biskup z Karagandy

 

O moim i twoim życiu

Wędrowanie po górach, oglądanie nowych widoków, spotykanie nowych ludzi – jest rzeczą ekscytującą i uwznioślającą. Jednak, gdy nie mamy domu, do którego moglibyśmy wrócić, w którym ktoś zapytałby nas, jak minęła podróż, nie wędrowalibyśmy tak chętnie. Podróżowanie jest radosne, kiedy wędrujemy oczami i uszami tych, którzy nas kochają, chcą oglądać nasze zdjęcia i słuchać naszych opowieści. Tym właśnie jest życie - wysłaniem nas w podróż przez kochającego Boga. On czeka w domu na nasz powrót i jest gotów z nami oglądać przywiezione zdjęcia i słuchać opowieści o zawartych przyjaźniach. Kiedy będziemy wędrować oczami i uszami Boga, który nas posłał, zobaczymy cudowne widoki, usłyszymy rozkoszne dźwięki, spotkamy niesamowitych ludzi... i będziemy szczęśliwi, że wracamy do domu.

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 następna > ostatnia >>