Kalendarium - refleksja z przestrzeni wiary, nadziei i miłości

11 sierpnia 2017 roku - Kościół starej metryki, czy aby...?

Czemuż mieszkańcy Nazaretu, mający daleko większą niż inni ludzie możliwość poznania Jezusa, okazują się niewierzący? A dlaczego Maryja, Ta, która najpełniej ze wszystkich poznała człowieczeństwo swego Syna, nie zgorszyła się Nim? Wiara nie jest sprawą mocy, lecz miłości (por. Benedykt XVI).

Nazaret bardzo przypomina Kościoły starej metryki - te, o których ostatni papieże z naciskiem powtarzają, że potrzebują nowej ewangelizacji. Kościoły, które łatwo wpadają w pokusę pewności siebie i fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Wiedzą o Jezusie więcej niż ktokolwiek inny - szczycą się poziomem wykładanej na wydziałach swoich uniwersytetów teologii, podkreślają dawność swojej wiary, przełożonej na procent ochrzczonych, na sprawnie działające struktury, kolorowe tradycje, organizacje i instytucje, na które można czynić odpisy podatkowe. Wszystko to - oglądane z pewnego dystansu - wydaje się równie sprawne, co płaskie! Mam wrażenie że Kościoły młodej metryki również popadają w pokusę pewności siebie, stawianie siebie ponad innymi... Ta wyższość bierze się z przekonania, że jesteśmy mega wierni, a wierność mierzy się skrupulatnym przestrzeganiem norm, wytycznych... (nie chodzi o doktrynę i nauczanie Kościoła, bo one nie podlegają dyskusji i znakom czasu) ...ale o sprawy drugorzędne, które urastają do rangi dogmatu... Jesteśmy lepsi od wszystkich! Czy kogoś nurtuje i zastanawia, czy jesteśmy przez to wierniejsi Bogu? Skąd bierze się w naszych Kościołach niewiara? Najważniejsze by nie dopuścić by chwasty wydały nasiona, gdyż wówczas podczas omłotu dostaną się do ziarna. Dzieje się tak, gdyż nasiona niektórych chwastów trudno jest oddzielić od zbóż. Powodują zanieczyszczenie ziarna i jego dyskwalifikację. Wiele z nich jest szkodliwych dla wiary.

 

10 sierpnia 2017 roku - z pokolenia na pokolenie

"W naszych warunkach wszystko zależy od rodziny. Jeżeli rodzina jest słaba, to wiara ledwo wegetuje. Jeżeli jednak rodzina jest pobożna, to wiara w niej pomyślnie się przekazuje z pokolenia na pokolenie". (bł. W. Bukowiński, Listy, s. 252). Powoli zbliżamy się do uroczystości erygowania w Szucińsku sanktuarium Maryi, Królowej Rodzin. Jest to inicjatywa Nuncjusza Apostolskiego w Kazachstanie, który w październiku 2016 roku odwiedził naszą parafię. Rozmowę zdominował wówczas temat rodziny. W trakcie okazało się, że nasz gość nie miał pojęcia o naszym apostolstwie ukierunkowanym na formację rodziny. Była to ogromna niespodzianka, zdziwienie, namacalny powiem Ducha Świętego. Nuncjusz złożył swoją propozycję jako wotum za dwa Synody poświęcone rodzinie, a tu na jaw wyszło, że Bóg hojnie obdarowuje małżeństwa i rodziny swoimi łaskami od dobrych kilku lat. W tym kontekście widzę, jak spełniają się marzenia Apostoła Kazachstanu bł. ks. Władysława Bukowińskiego odnośnie posługi duszpasterskiej dla małżeństw i rodzin. Ciągle mam niedosyt, że za mało dzieje się w tej kwestii. Nie brakuje księży, ale dobrego selekcjonera... Tonu, smaku, spoiwa... Mam wrażenie, że kopiemy do swojej bramki... Zero wspólnych działań, zainteresowań, współpracy... Niby młody Kościół, z ogromnym potencjałem, bądź to drzemiący, bądź przysypiający... Jakże rodzina będzie silna przy silniku z Жигули!!! Rodzina pobożna to wciąż odległe marzenie...

 

9 sierpnia 2017 roku - rodzina wierząca w mądry sposób gorliwa

"Jeżeli rodzina jest wierząca w mądry sposób gorliwa, to wychowuje młodzież wierzącą i praktykującą. Jeżeli rodzina jest wierząca, ale na przeciętnym poziomie, to bardzo często młodzież wprawdzie wierzy w Boga i nie odrzeka się od wiary, lecz nie modli się. Jeżeli rodzina jest wierząca, ale niedbała albo mieszana pod względem wyznaniowym, albo częściowo niewierząca, to z takich rodzin wyrasta wśród młodzieży agnostycyzm, a znaczenie rzadziej ateizm". (bł. W. Bukowiński, Wybór wspomnień, s. 50).

 

8 sierpnia 2017 roku - "Duszę ocalić czy zabić?"

"Duszę ocalić czy zabić?" (Mk 3,4)

Greckie słowo psyche można tłumaczyć zarówno jako "życie", jak i "dusza"; św. Hieronim w Wulgacie wybiera drugi wariant: animam salvam facere an perdere? Chce zapewne powiedzieć, że Jezus postrzega dramat chorego człowieka i jego potrzeby w zupełnie innych kategoriach niż otoczenie. Jezus widzi nie tylko chorobę - patrzy o wiele głębiej: w duszę. Choroba jest także wyzwaniem duchowym... przetrąca nadzieję, kusi do zwątpienia w miłość, dobroć i opatrzność Boga. Zanim dokonało się uzdrowienie, św. Marek - i tylko on - zanotował reakcję Jezusa na postawę otoczenia: "Spojrzał wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości serca" (Mk 3,5). Warto sięgnąć do tekstu oryginalnego, żeby przekonać się że nie mówi on o "zatwardziałości serca". Marek zna to pojęcie i czasami go używa. Tym razem jednak mówi o "ślepocie serca". Nie chodzi o to, że mają twarde serca i że nie dociera do nich w żaden sposób Boże przesłanie; chodzi o to, że nie patrzą sercem! Sam Jezus - przeciwnie - patrzy sercem, i właśnie dlatego widzi nie tylko rękę, lecz duszę... Duszy nie można zobaczyć inaczej, jak tylko sercem... Takiego patrzenia łaknę, ale też przez to patrzenie człowiek decyduje się na "ciężki kawałek chleba", płaci się słono, bo wbrew przyjętym schematom...

 

7 sierpnia 2017 roku - nasza godzina w historii

"Właściwym problemem naszej godziny w historii jest to, że Bóg znika z horyzontu człowieka" (Kar. Joseph Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo). Grecy nazwali chrzest photismos, oświeceniem, przyjściem do światła, staniem się widzącym. Otwierają mi się oczy. Postrzegam zupełnie inny wymiar, którego nie rejestruję oczyma ciała, a który dostrzegam również cieleśnie, a to w tym sensie, że poznaję, iż w tych pięknych drzewach widzę coś więcej niż tylko drzewa. (por. Peter Seewald, Benedykt XVI Ostatnie rozmowy, Kraków 2016). Kiedy skończy się ta mroczna godzina w historii mojego życia? Zawsze ilekroć odnawiam przeczenia chrztu świętego rozpoczyna się godzina światła! Światło Słońca w zenicie dociera do najciemniejszych miejsc ludzkich horyzontów. Zobaczyć siebie w świetle chrztu świętego znajdującego się w zenicie!

 

6 sierpnia 2017 roku - "martyrium"

Potrzeba dziś Kościołowi najbardziej świadków. Świadków, którzy zaświadczyliby na płaszczyźnie wartościowania, a więc ofiarą, że Bóg jest Panem i Najwyższą Wartością, którzy składaliby świadectwo nie pytając trwożnie o następstwa, jakie z tego wynikają w porządku ziemskim i nie odważając w świetle tych przewidywanych następstw, czy warto dać świadectwo - ale którzy rozumieliby, że świadectwo - "martyrium" samo w sobie jest dla chrześcijanina zarazem najwyższym obowiązkiem i zwycięstwem. A jest obowiązkiem zwłaszcza dzisiaj, bo sytuacja Kościoła co do istoty nie różni się niczym od tej, w jakiej znajdował się w Cesarstwie Rzymskim. (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 125-126).

Lękać trzeba się tylko siebie samego. Wiele potrzeba łaski, aby dać świadectwo Chrystusowi w duchu nadprzyrodzonym: ze spokojem, pokorą i miłością wobec nieprzyjaciół i biednych narzędzi "Bestii", którzy muszą sądzić i wydawać wyroki. Tu nie wystarczy temperament: jego to właśnie trzeba się najwięcej lękać. (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 128).

 

5 sierpnia 2017 roku - Jesteś synem w Synu

W encyklice Lumen fidei papież Franciszek stwierdza: jeśli chcecie wprowadzić człowieka w chrześcijaństwo, nie zaczynajcie od Dekalogu, lecz od Modlitwy Pańskiej. Najważniejszym tekstem katechumenalnym jest Ojcze nasz. Najpierw kerygmat, potem wykład moralności. Pierwsze jest więc uświadomienie więzi, relacji bohatera z Bogiem, którego objawia Jezus: "Jesteś Synem Boga" - Bóg jest twoim Ojcem! Jezus nie zaczyna spotkania z człowiekiem od wypominania mu grzechów. Zaczyna - zawsze - od uświadomienia mu, kim jest, i kim jest Bóg, który go stworzył i podtrzymuje w istnieniu. Bóg jest Ojcem. Ściślej rzecz ujmując: "Tatą" - Abba; i tu nie chodzi o infantylizację wiary, tylko o charakter relacji, o jej ciepło, intensywność, czułość. Możesz Mu zaufać. Ta relacja jest źródłem Twojej godności - nieusuwalnej i nieporównywalnej z czymkolwiek innym. Żadna choroba czy niepełnosprawność niczego w tym nie mogą zmienić: jesteś obrazem Jedynego Syna Bożego. Nie jesteś w świecie przypadkiem. Nie jesteś nawet wyłącznie "owocem" miłości i decyzji swoich rodziców. Istniejesz, gdyż Bóg tego odwiecznie zapragnął, i pragnie w tej chwili. Jesteś synem w Synu.

 

4 sierpnia 2017 roku - wspaniała i prosta koncepcja życia wewnętrznego!

Nie powinienem ogarniać naraz oczyszczenia z całego mojego skażenia jako zadania do spełnienia. Ukazuje mi się to bowiem jako zadanie ponad moje siły i wtedy męczę się z sobą i zmagam z pokusą rozpaczy i zniechęcenia. Nie czuję bowiem w sobie siły do spełnienia zadania, które mi się ukazuje. Tej siły nie czuję dlatego, że Bóg nie daje łaski "na zapas", ale tylko do spełnienia zadania, które wymaga od nas chwila obecna. Jeżeli więc pojawi się we mnie trwożne pytanie: "czy dam rady, czy wytrwam", należy odpowiedzieć pytaniem: "czy potrafię wytrwać teraz, dziś, jutro?" Jeżeli odpowiedź będzie twierdząca, sprawa jest załatwiona i nie ma się o co martwić. Bo Bóg nie żąda od nas niczego więcej, jak spełnienie zadania bieżącego, jak wytrwania w obowiązku chwili obecnej. A na tę chwilę obecną zawsze daje wystarczającą łaskę - "Nie troszczcie się tedy o dzień jutrzejszy"! (por. Mt 6, 34). Jaka to wspaniała i prosta koncepcja życia wewnętrznego! (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 97).

 

3 sierpnia 2017 roku - Co jest moją sprawą, a co nią nie jest?

Muszę się lękać i wystrzegać także swoich pragnień, których przedmiotem są dobra czysto nadprzyrodzone. Wszelkie natarczywe, intensywne wołania o oczyszczenie, nawrócenie i miłość są podejrzane w swym źródle! Pogodzenie się z wolą Bożą musi dotyczyć także tempa rozwoju życia wewnętrznego, jego okresów i etapów. To wszystko nie jest moją sprawą, nie może być przedmiotem moich planów, pragnień i wysiłków. Moją sprawą jest całkowite, pokorne pogodzenie się z aktualnym stanem swego rozwoju w życiu nadprzyrodzonym. Pragnienia zaś i prośby dotyczące nowych okresów i etapów wzrostu muszą być wypowiadane z pokorą i poddaniem się wyrokom Bożym, bez natarczywego i niecierpliwego pragnienia wyjścia z siebie. (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 85). Powyższe myśli są bardzo cenne. Od nikogo nie usłyszałem tak odważnego i prawdziwego podejścia do kwestii rozwoju życia duchowego. Poleganie na własnych wysiłkach, które i tak nie prowadzą do żadnych trwałych owoców, a są jedynie budowaniem na sobie, prowadzą do całkowitego porzucenia osobistego rozwoju duchowego. To podejście totalnie zniechęca, i to do wszystkiego... i co najgorsze prowadzi człowieka do niewiary, odrzucenia i kwestionowania miłości i wiary w Boga... ważne jest rozeznawanie... owszem niektóre dziedziny życia, zwłaszcza psychiczna w bardzo dużym stopniu zależy od samego człowieka. Błędnie przerzuca się inicjatywę na Boga, co w konsekwencji prowadzi do pasma rozczarowań... bo łaska Boża nie wypełni tego, co jest dziurawe... liczymy na cudowne załatanie dziur przez Boga, kiedy On oczekuje tego od nas...

 

2 sierpnia 2017 roku - królestwo Boże

Sam Bóg może coś zdziałać w królestwie Bożym. Królestwo Boże to rzeczywistość, której nie można stworzyć, którą można tylko przyjąć. Tą rzeczywistością królestwa Bożego jest w istocie Bóg sam, który daje się człowiekowi w Jezusie Chrystusie. Zaczynam rozumieć, że Chrystus jest w królestwie Bożym Panem i Królem, który sam decyduje o wszystkim i wszystkim kieruje w najdrobniejszych szczegółach. Ja jedynie mogę wnieść do królestwa Bożego swoją wolną wolę, aby stała się ona narzędziem i wykonawcą woli Chrystusa Króla. (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 85).

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 10 z 20