Kalendarium - refleksja z przestrzeni wiary, nadziei i miłości

26 lipca 2017 roku - straż serca

Straż serca - to praktyka, która zapewnia stały wzrost nasilenia nurtu wewnętrznego. Wiernie i wytrwale praktykowana doprowadzi do tego, że serce nasze, uwolnione od niewoli "esse naturale", stanie się poddane "esse supernaturale", które będzie mogło przechodzić szybko i bez przeszkód z potencji do aktu, rozlewając się szerokim nurtem w naszym życiu. Ma ona aspekt negatywny i pozytywny:

Negatywny polega na tym, aby usuwać z serca wszelkie odruchy miłości własnej i pychy. "Strażnik" musi mieć na oku "siedmiogłową hydrę", aby ją stale demaskować i nie pozwolić jej zawładnąć świadomością. Czuwanie na tym odcinku musi się łączyć ze stałym wzywaniem pomocy Bożej w walce ze złymi skłonnościami swojej natury.

Pozytywna straż polega na reagowaniu na różne poruszenia Ducha Świętego, które stają przed zamkniętą bramą naszej woli, pukając i prosząc o otwarcie. Chodzi o wyrobienie stałej gotowości do współdziałania z łaską Bożą. (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 55).

 

25 lipca 2017 roku - "esse supernaturale"

"Esse supernaturale" - to ów "nowy człowiek", który we mnie rośnie. Jaki on jeszcze słaby we mnie! Wyraża się on w modlitwie, w tęsknocie i pragnieniu. Miota się on nieraz jak ptak w klatce więziony. Na próżno chciałby jakimś jednym zrywem czy rozpaczliwym wołaniem modlitewnym "de profundis" całkowicie wydobyć się z niewoli "esse naturale". To bowiem dokonuje się na drodze powolnego, organicznego procesu. Trzeba codziennej, wiernej, wytrwałej walki o panowanie "esse supernaturale" we mnie. Zwycięstwo będzie odniesione wtedy, gdy całe moje "agere" będzie podążać za "esse", ale "supernaturale". Wtedy będę mógł powiedzieć, że stary człowiek umarł, "że żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus". Wyraźna jest we mnie świadomość, że to co we mnie ma powstać - "nowy człowiek", nie wyrośnie "z dołu", jako rezultat świadomych wysiłków moich naturalnych władz. "Nowy człowiek" to nie ideał, który powstaje we mnie i który ja tworzę. Nowy człowiek to jest pewna rzeczywistość obiektywna, która mi jest dana, która zostaje wszczepiona we mnie. Teologia określa bliżej tę nową rzeczywistość przy pomocy pojęć: łaska uświęcająca, charakter sakramentalny, cnoty wlane, dary Ducha Świętego. To wszystko stanowi ów organizm nadprzyrodzony - wyposażenie otrzymane na Chrzcie świętym - owo "esse supernaturale". To wszystko otrzymujemy jednak w stanie zalążkowym, nierozwiniętym. W życiu nadprzyrodzonym obowiązuje to samo prawo organicznego rozwoju, co w życiu naturalnym. W terminologii scholastycznej mówimy, że wyposażenie nadprzyrodzone otrzymujemy "in potentia", a nie "in actu" (Jako możliwość, a nie jako spełnienie). Zadanie nasze polega na tym, aby doprowadzić do rozwoju i rozkwitu zaszczepionych nam zalążków nadprzyrodzonych. Powinny one nieustannie rozwijać się w nas, aż do pełnego rozkwitu w życiu wiecznym. Życie nasze powinno być podobne do biegu rzeki, która wypływa z małego źródełka, gromadzi coraz więcej wód, staje się potężnym nurtem porywającym wszystko ze sobą, wreszcie wpada do bezkresnego morza i ginie w nim. Jaki to trafny obraz rozwoju życia łaski w nas! Pochodzi on zresztą od samego Boskiego Zbawiciela, który w rozmowie z Samarytanką nazywa łaskę wodą żywą "Ale woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu" *J 4, 14). (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 52,53-54).

 

24 lipca 2017 roku - "agere sequitur esse"

Każdy to chyba przeżywa w swoim życiu wewnętrznym: to bowiem załamanie się wewnętrznej postawy, wypracowanej na modlitwie i rozmyślaniu, w zetknięciu się z zewnętrznym światem i otoczeniem. Człowiek wie i postanawia, że tak powinien mówić i postępować, że nie powinien mówić o sobie w celu popisania się i zrobienia dobrego wrażenia, że nie powinien wydawać sądów, w których nie przejawia się miłość, tylko zarozumiała pewność siebie. Cóż z tego, że wszystko to wiem, kiedy to gdzieś pryska i znika, jak tylko wejdę między ludzi i zacznę z nimi rozmawiać. (...) Gdy potem wracam do samotności, do celi swej świadomości, opłakuję swoje upadki. Robię nowe postanowienia, ale z góry wiem, że kiedy znowu wejdę między ludzi, będzie to samo, historia się powtórzy. Uświadomiłem sobie dziś w czasie rozmyślania, dlaczego tak jest z nami. Wyjaśnia to stara, scholastyczna zasada: "agere sequitur esse" (Działanie idzie za bytem). Jest we mnie owo "esse naturale" (byt naturalnym, przyrodzony, ów "stary człowiek"), stanowi ono podłoże naturalne, fundament mego życia, z którego wyrasta moje zachowanie się zewnętrzne, moje akty. (...) To "esse naturale" stanowi jakby nurt rzeki, który niesie ze sobą mnie, moje myśli, uczucia, słowa i akty. "Agere sequitur esse" - jaka to głęboka i prawdziwa zasada! (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 49-50).

 

23 lipca 2017 roku - "hydra siedmiogłowa"

Oto muszę systematycznie demaskować, wystawiać na światło nadprzyrodzone tego ducha ludzkiego, tę "hydrę siedmiogłową" i poszczególne jej poruszenia. Równocześnie wnikać coraz głębiej w postawę łaski i realizować ją. Od tego zależy wszystko w moim życiu. Uświadomiłem sobie znowu jasno, że bez świętości - wszelki trud duszpasterski w moim życiu jest daremny. Nie można inaczej budować królestwa Bożego jak poprzez własną świętość. Jeśli nie jestem święty, to wszystkie moje władze i zdolności, i dobre uczynki służą nie Bogu, ale są pożerane przez Molocha własnego "ja". Być świętym - to znaczy wbudować siebie w królestwo Boże i oddać się Bogu jako narzędzie. Jeżeli to zadanie zostanie nie wykonane, pozostawione na uboczu - wszystko staje się złudzeniem. (...) Ufam, że tym razem już Niepokalana zwycięży we mnie. Że już nie zejdę na manowce, że już pozostanę przy jedynie skutecznej metodzie budowania królestwa Bożego przez własne umieranie i wzrastanie w Chrystusie - przez Niepokalaną! Z tą "hydrą siedmiogłową" prowadzimy swój codzienny bój, który powinien trwać nieprzerwanie, od świtu aż do nocy. Bo jeżeli nie walczymy, to znaczy że jesteśmy w mocy naturalnego "ja". Jeżeli go nie widzimy w sobie, to zły znak. Oznacza to, że jesteśmy w jego mocy, jesteśmy przez niego niesieni. Aby dostrzec swoje "esse naturale", trzeba być poza nim, trzeba się z niego wyzwolić. Trzeba mu odebrać swoje "ja", aby z nim stanąć w "esse supernaturale" (Byt nadprzyrodzony). (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 44-45, 52).

 

22 lipca 2017 roku - duch ludzki

Dotychczas ten obrzydliwy duch ludzki, który mną kierował, sprawiał, że wszystko, co czyniłem lub podejmowałem, było robione "na niby", było "odgrywane", "małpowane", "robione"; było w swej istocie zakłamane. Dlatego nie było we mnie nic dobrego. To, co na zewnątrz świeciło, wewnątrz, przed obliczem Świętego Boga, który "widzi w skrytości", było pozbawione wszelkiej wartości. Wiem, że czeka mnie jeszcze ciężka walka, na śmierć i życie, z "duchem ludzkim". Ale o jedno chcę błagać Niepokalaną: aby nie dopuściła do tego, żebym znowu stał się ślepy, aby ten straszny duch ludzki znowu nie przejął steru i nie kierował mną z ukrycia. (...) W ostatnich dniach w pracy wewnętrznej zwracam się coraz bardziej ku swojemu kapłaństwu. Uświadomiłem sobie, na czym polegał fatalny błąd pierwszych 10 lat kapłaństwa: oto punkt ciężkość pracy leżał w rozwijaniu "subiektywnych" idei, zamiłowań i zdolności - a nie w kierunku coraz głębszego przeżycia obiektywnej treści sakramentu kapłaństwa. Jak strasznie wyglądały od wewnątrz moje funkcje kapłańskie! Msza święta, brewiarz, kazania, spowiadanie, apostolstwo! Jakiś straszliwy bezwład zaciążył nad tym wszystkim, na próżno szarpałem się i usiłowałem tym funkcjom nadać jakąś wewnętrzną wartość. Bo to właśnie "ja" chciałem stworzyć tę wartość, aby ją "mieć" i przeżywać "dla siebie". (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 43).

 

21 lipca 2017 roku - świadomość pełna siebie nie może się napełnić Bogiem

Brewiarz odsłonił przede mną swoje wspaniałe skarby. Dotychczas byłem przy brewiarzu chronicznie nieprzytomny. Było to prawdziwe kalectwo duchowe mego życia kapłańskiego. ..."mechanizm" roztargnień na modlitwie. Można to krótko wyrazić w zdaniu: świadomość pełna siebie nie może się napełnić Bogiem. Zwrócenie jaźni ku sobie gasi natychmiast światło modlitwy. "Skontaktowanie" się duszy z sobą natychmiast zrywa kontakt świadomości z Bogiem. Ilekroć przyłapiemy się na tym, że byliśmy "nieobecni" przy modlitwie, odkryjemy też, że byliśmy zajęci sobą. Oczyszczenie jest więc istotnym warunkiem skupienia na modlitwie. Skupienie nie osiągnie się bezpośrednim wysiłkiem, ale "drogą okrężną", poprzez oczyszczenie. (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 42).

 

20 lipca 2017 - Muszę więc lękać się, czuwać i modlić się

Nie ulega już dla mnie żadnej wątpliwości, że w ten sposób muszę osądzić swoją postawę wewnętrzną... Była to postawa "naturalnego bohaterstwa". Tak, w najgłębszych tajnikach duszy "pozowałem na bohatera", a nie dążyłem do świętości. Muszę też osądzić tę naiwność, z jaką przyjmowałem za natchnienia łaski różne idee i pomysły, wychodzące gdzieś z podświadomości. Pomysły te rodziły się podczas Mszy świętej i budziła się nieśmiało myśl, że to, co stanowiło roztargnienie podczas Mszy świętej, nie może być działaniem łaski. Nie podchwytywałem jednak zdecydowanie tej myśli, z teraz widzę jasno, jak była ona słuszną. (...) Muszę więc lękać się, czuwać i modlić się. (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 33).

 

19 lipca 2017 - ...wszystko inne jest dodatkiem

Uświadomiłem sobie dziś, w czasie rozmyślania, jak dalece Msza święta znajduje się w centrum życia Kościoła, jak wszystko z niej wypływa, ku niej zmierza, w nią jest zakotwiczone. Kapłan jest dla Mszy świętej. Składanie ofiary Mszy świętej to istota jego powołania, wszystko inne jest dodatkiem. Tak jak Pan Jezus przyszedł po to, aby złożyć z siebie ofiarę - podobnie kapłan jest po to, aby tę ofiarę uobecnić. Tu musi nastąpić w moim życiu kapłańskim zasadnicze przesunięcie. Dotychczas Msza święta była w mojej świadomości, zaprzątniętej mnóstwem spraw, czymś peryferyjnym. W przyszłości wszystkie te sprawy muszą być podporządkowane Mszy świętej, muszą być w nią wbudowane. (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 32).

 

18 lipca 2017 - spiritus movens

Duch poruszający (tłumaczenie)

Poznałem wyraźnie ostatecznego "spiritus movens" mojego życia: pychę szukającą zadowolenia w tworzeniu i realizowaniu jakichś wielkich i wzniosłych idei. Zawsze musiałem mieć wielką i "swoją" ideę, której realizacji oddawałem się całkowicie - lub przynajmniej zadanie, którego wypełnienie czyniło mnie bohaterem. Całe moje życie podzieliłem na okresy "opętania" mnie przez różne kolejne idee. Idee te - zwłaszcza w ostatnim czasie - mogły być najwznoślejsze i najświętsze, ale moja działalność do samego końca była typem działalności inspirowanej oddolnie przez mojego ludzkiego ducha, którego nie wahałbym się teraz nazwać "demonem mojego życia". Teraz zaś wyraźnie stanąłem przed problemem radykalnego przestawienia "ośrodka dysponującego" mojego życia na płaszczyznę transcendentną. Z tego punktu widzenia jak wielką łaską zewnętrzną jest dla mnie więzienie! (Niesamowite!!!) Ale i tu muszę czuwać, aby znowu nie opętała mnie jakaś oddolna idea, aby znowu nie opętał mnie "demon" mojego życia. Demon ten musi umrzeć, a ostatnim "opętaniem" mego życia może być prawdziwa, nadprzyrodzona miłość Jezusa i dusz nieśmiertelnych. Dopiero wtedy znajdę pokój. Dlatego proszę Niepokalaną, abym nie wyszedł z więzienia prędzej, zanim nie umrę naprawdę sobie  i zanim nie dokona się "nawrócenie miłości" i nie opęta mnie "Miłość". (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 29-30). W tekście pojawił się mój komentarz, który sprowokował pytanie: czy aby przeżyć coś podobnego, trza iść do więzienia?!

 

17 lipca 2017 - Da mihi animas, cetera tolle

Daj mi duszę, reszte zabierz. (tłumaczenie)

Moja dotychczasowa postawa wewnętrzna w pracy duszpasterskiej i apostolskiej nie odpowiada tym słowom. W gruncie rzeczy nie miłość dusz jest najgłębszą sprężyną działania, dusze nie były na pierwszym miejscu w hierarchii celów! Owszem, tak jest w teorii, w świadomej intencji. Ale w podświadomości, na dnie jaźni, inny jest porządek wartości: na pierwszym miejscu jest przywiązanie do dzieła i do własnej działalności, do swojej idei! Dlatego musi dokonać się oczyszczenie w moim "wartościowaniu jaźniowym", musi nastąpić zasadnicze przerzucenie punktu ciężkości. Musi się spełnić na mnie słowo Chrystusa: "Kto straci duszę swoją, znajdzie ją" (por. Mt 10, 39). Muszę najpierw stracić to wszystko, czym żyję przez ostatnie lata, co kocham, aby znaleźć to na nowo w formie czystej, w nowej "konstelacji hierarchii wartości". (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 22).

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 7 z 16