Kalendarium - refleksja z przestrzeni wiary, nadziei i miłości

26 sierpnia 2017 roku - communibus manibus

Adwersarze zarzucają apostołom, iż biorą posiłek nie tyle brudnymi, co dosłownie "pospolitymi" rękami (św. Hieronim przetłumaczył: communibus manibus). Nie chodzi więc o to, że się nie myją, tylko o to, że zaniedbują obmycie rytualne, które winno im uświadomić świętość sprawowanej czynności, a jeszcze bardziej ich kapłańską godność, którą realizują w każdej chwili życia - nie tylko w świątynnym kulcie. Także w domu, także przy stole. Dla tych, którzy przynależą do Ludu Kapłańskiego, rzeczywistość nie powinna być dłużej dzielona na "świętą" (należącą do Boga) i "pospolitą" (prophanum). Bóg ma prawo nie tylko do tego szczególnego stołu, jakim jest ołtarz w świątyni, ale także do naszych stołów w kuchni i jadalni. Liturgią jest więc wszystko, co człowiek czyni, gdyż jest kapłanem. To nie nazwa funkcji czy zawodu, lecz tożsamość.

 

25 sierpnia 2017 roku - zwodnicza bezbłędność

Sacha Pecaric we wstępie do Księgi Kapłańskiej, napisał, że jest ona księgą setek błędów i pomyłek, pomylonych osób gramatycznych, złej składni, zbędnych powtórzeń. Dlaczego właśnie księga skierowana do kapłanów jest księgą z największą ilością błędów gramatycznych i innych? Jan Maria Vianney uważał się za najgłupszego księdza, ale na szczęście nie miał o to do siebie żalu, bo byłoby to czymś jeszcze denniejszym niż głupota. "Nie przejmował się nawet tym, że w swoich wypowiedziach w sposób rażący kaleczył gramatykę i składnię; zdawało się nam czasem, że robi to specjalnie, żeby ćwiczyć się w pokorze, bo niektórych błędów naprawdę był w stanie uniknąć". (A. Monin, Zapiski z Ars). Przekonanie o bezbłędności okazuje się błędem najtragiczniejszym, bo uniemożliwia poznanie Mesjasza. Im bardziej starałem się być bezbłędnym kapłanem, tym bardziej oddalałem się od Niego. Zastanawiam się czy na pewno znam Jezusa i tę Światłość, którą On w sobie ukrywa? Czy ja jestem z Nim w intymnej zażyłości? Czy moja wiara w Niego jest tylko teologiczną znajomością, czy aż osobistą przyjaźnią? Czy moja przyjaźń z Nim jest rzeczywista czy tylko iluzoryczna? Nie znajduję wyczerpującej odpowiedzi na te pytania, potrafię je tylko sobie samem zadawać i doprawdy nie wiem, czy kiedyś usłyszę satysfakcjonującą mnie odpowiedź.

 

24 sierpnia 2017 roku - wiara aktywna i żywotna

"Gdzie wiara jest aktywna i żywotna, gdzie nie przeżywa się jej jako negacji, lecz w radości, tam też znajduje ona nowe postaci." (Benedykt XVI, Ostatnie rozmowy, Peter Seewald, Kraków 2016, s. 258).

 

21 sierpnia 2017 roku - ciasna i kiczowata pobożność

"Byliśmy postępowi. Chcieliśmy odnowić teologię od podstaw, a tym samym na nowo ukształtować i ożywić Kościół. Dlatego czuliśmy się szczęśliwi, żyjąc w czasach, kiedy po odnowie młodzieżowej i liturgicznej otwarły się horyzonty ku nowym drogom. Od tego czasu chcieliśmy kroczyć z Kościołem przekonani, że w ten sposób ponownie stanie się młody. Wszyscy - wtedy było to w modzie - żyliśmy pewną propagandą dla XIX stulecia, chodzi o neogotyk i nieco kiczowate posągi świętych, a dalej o ciasną i nieco kiczowatą pobożność i nadmierną sentymentalność. Chciano to przezwyciężyć przez nową fazę pobożności wykształcającej się z liturgii, jej trzeźwości i wielkości, sięgnięcie do początków - co właśnie stanowiło istotę jej odnowy i postępu." (Benedykt XVI, Ostatnie rozmowy, Peter Seewald, Kraków 2016, s. 100).

 

11 sierpnia 2017 roku - Kościół starej metryki, czy aby...?

Czemuż mieszkańcy Nazaretu, mający daleko większą niż inni ludzie możliwość poznania Jezusa, okazują się niewierzący? A dlaczego Maryja, Ta, która najpełniej ze wszystkich poznała człowieczeństwo swego Syna, nie zgorszyła się Nim? Wiara nie jest sprawą mocy, lecz miłości (por. Benedykt XVI).

Nazaret bardzo przypomina Kościoły starej metryki - te, o których ostatni papieże z naciskiem powtarzają, że potrzebują nowej ewangelizacji. Kościoły, które łatwo wpadają w pokusę pewności siebie i fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Wiedzą o Jezusie więcej niż ktokolwiek inny - szczycą się poziomem wykładanej na wydziałach swoich uniwersytetów teologii, podkreślają dawność swojej wiary, przełożonej na procent ochrzczonych, na sprawnie działające struktury, kolorowe tradycje, organizacje i instytucje, na które można czynić odpisy podatkowe. Wszystko to - oglądane z pewnego dystansu - wydaje się równie sprawne, co płaskie! Mam wrażenie że Kościoły młodej metryki również popadają w pokusę pewności siebie, stawianie siebie ponad innymi... Ta wyższość bierze się z przekonania, że jesteśmy mega wierni, a wierność mierzy się skrupulatnym przestrzeganiem norm, wytycznych... (nie chodzi o doktrynę i nauczanie Kościoła, bo one nie podlegają dyskusji i znakom czasu) ...ale o sprawy drugorzędne, które urastają do rangi dogmatu... Jesteśmy lepsi od wszystkich! Czy kogoś nurtuje i zastanawia, czy jesteśmy przez to wierniejsi Bogu? Skąd bierze się w naszych Kościołach niewiara? Najważniejsze by nie dopuścić by chwasty wydały nasiona, gdyż wówczas podczas omłotu dostaną się do ziarna. Dzieje się tak, gdyż nasiona niektórych chwastów trudno jest oddzielić od zbóż. Powodują zanieczyszczenie ziarna i jego dyskwalifikację. Wiele z nich jest szkodliwych dla wiary.

 

10 sierpnia 2017 roku - z pokolenia na pokolenie

"W naszych warunkach wszystko zależy od rodziny. Jeżeli rodzina jest słaba, to wiara ledwo wegetuje. Jeżeli jednak rodzina jest pobożna, to wiara w niej pomyślnie się przekazuje z pokolenia na pokolenie". (bł. W. Bukowiński, Listy, s. 252). Powoli zbliżamy się do uroczystości erygowania w Szucińsku sanktuarium Maryi, Królowej Rodzin. Jest to inicjatywa Nuncjusza Apostolskiego w Kazachstanie, który w październiku 2016 roku odwiedził naszą parafię. Rozmowę zdominował wówczas temat rodziny. W trakcie okazało się, że nasz gość nie miał pojęcia o naszym apostolstwie ukierunkowanym na formację rodziny. Była to ogromna niespodzianka, zdziwienie, namacalny powiem Ducha Świętego. Nuncjusz złożył swoją propozycję jako wotum za dwa Synody poświęcone rodzinie, a tu na jaw wyszło, że Bóg hojnie obdarowuje małżeństwa i rodziny swoimi łaskami od dobrych kilku lat. W tym kontekście widzę, jak spełniają się marzenia Apostoła Kazachstanu bł. ks. Władysława Bukowińskiego odnośnie posługi duszpasterskiej dla małżeństw i rodzin. Ciągle mam niedosyt, że za mało dzieje się w tej kwestii. Nie brakuje księży, ale dobrego selekcjonera... Tonu, smaku, spoiwa... Mam wrażenie, że kopiemy do swojej bramki... Zero wspólnych działań, zainteresowań, współpracy... Niby młody Kościół, z ogromnym potencjałem, bądź to drzemiący, bądź przysypiający... Jakże rodzina będzie silna przy silniku z Жигули!!! Rodzina pobożna to wciąż odległe marzenie...

 

9 sierpnia 2017 roku - rodzina wierząca w mądry sposób gorliwa

"Jeżeli rodzina jest wierząca w mądry sposób gorliwa, to wychowuje młodzież wierzącą i praktykującą. Jeżeli rodzina jest wierząca, ale na przeciętnym poziomie, to bardzo często młodzież wprawdzie wierzy w Boga i nie odrzeka się od wiary, lecz nie modli się. Jeżeli rodzina jest wierząca, ale niedbała albo mieszana pod względem wyznaniowym, albo częściowo niewierząca, to z takich rodzin wyrasta wśród młodzieży agnostycyzm, a znaczenie rzadziej ateizm". (bł. W. Bukowiński, Wybór wspomnień, s. 50).

 

8 sierpnia 2017 roku - "Duszę ocalić czy zabić?"

"Duszę ocalić czy zabić?" (Mk 3,4)

Greckie słowo psyche można tłumaczyć zarówno jako "życie", jak i "dusza"; św. Hieronim w Wulgacie wybiera drugi wariant: animam salvam facere an perdere? Chce zapewne powiedzieć, że Jezus postrzega dramat chorego człowieka i jego potrzeby w zupełnie innych kategoriach niż otoczenie. Jezus widzi nie tylko chorobę - patrzy o wiele głębiej: w duszę. Choroba jest także wyzwaniem duchowym... przetrąca nadzieję, kusi do zwątpienia w miłość, dobroć i opatrzność Boga. Zanim dokonało się uzdrowienie, św. Marek - i tylko on - zanotował reakcję Jezusa na postawę otoczenia: "Spojrzał wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości serca" (Mk 3,5). Warto sięgnąć do tekstu oryginalnego, żeby przekonać się że nie mówi on o "zatwardziałości serca". Marek zna to pojęcie i czasami go używa. Tym razem jednak mówi o "ślepocie serca". Nie chodzi o to, że mają twarde serca i że nie dociera do nich w żaden sposób Boże przesłanie; chodzi o to, że nie patrzą sercem! Sam Jezus - przeciwnie - patrzy sercem, i właśnie dlatego widzi nie tylko rękę, lecz duszę... Duszy nie można zobaczyć inaczej, jak tylko sercem... Takiego patrzenia łaknę, ale też przez to patrzenie człowiek decyduje się na "ciężki kawałek chleba", płaci się słono, bo wbrew przyjętym schematom...

 

7 sierpnia 2017 roku - nasza godzina w historii

"Właściwym problemem naszej godziny w historii jest to, że Bóg znika z horyzontu człowieka" (Kar. Joseph Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo). Grecy nazwali chrzest photismos, oświeceniem, przyjściem do światła, staniem się widzącym. Otwierają mi się oczy. Postrzegam zupełnie inny wymiar, którego nie rejestruję oczyma ciała, a który dostrzegam również cieleśnie, a to w tym sensie, że poznaję, iż w tych pięknych drzewach widzę coś więcej niż tylko drzewa. (por. Peter Seewald, Benedykt XVI Ostatnie rozmowy, Kraków 2016). Kiedy skończy się ta mroczna godzina w historii mojego życia? Zawsze ilekroć odnawiam przeczenia chrztu świętego rozpoczyna się godzina światła! Światło Słońca w zenicie dociera do najciemniejszych miejsc ludzkich horyzontów. Zobaczyć siebie w świetle chrztu świętego znajdującego się w zenicie!

 

6 sierpnia 2017 roku - "martyrium"

Potrzeba dziś Kościołowi najbardziej świadków. Świadków, którzy zaświadczyliby na płaszczyźnie wartościowania, a więc ofiarą, że Bóg jest Panem i Najwyższą Wartością, którzy składaliby świadectwo nie pytając trwożnie o następstwa, jakie z tego wynikają w porządku ziemskim i nie odważając w świetle tych przewidywanych następstw, czy warto dać świadectwo - ale którzy rozumieliby, że świadectwo - "martyrium" samo w sobie jest dla chrześcijanina zarazem najwyższym obowiązkiem i zwycięstwem. A jest obowiązkiem zwłaszcza dzisiaj, bo sytuacja Kościoła co do istoty nie różni się niczym od tej, w jakiej znajdował się w Cesarstwie Rzymskim. (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 125-126).

Lękać trzeba się tylko siebie samego. Wiele potrzeba łaski, aby dać świadectwo Chrystusowi w duchu nadprzyrodzonym: ze spokojem, pokorą i miłością wobec nieprzyjaciół i biednych narzędzi "Bestii", którzy muszą sądzić i wydawać wyroki. Tu nie wystarczy temperament: jego to właśnie trzeba się najwięcej lękać. (por. ks. Franciszek Blachnicki, Rekolekcje więzienne, Kraków 2009, s. 128).

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 5 z 16